środa, 31 maja 2017

Ciekawostki o Norwegii. Część VII.


Wiecie czego dawno na blogu nie było? Postu z serii "Ciekawostki o Norwegii" ! :) A że są to jedne z najczęściej odwiedzanych na blogu, więc dobrze, by w końcu pojawiło się coś nowego. Dziś już część siódma! :) Kto ma ochotę na garść nowych ciekawych informacji o kraju fiordów?


# ZAKUPY SPOŻYWCZE W SZWECJI

Norwegowie (a może Norwedzy? do tej pory nie wiem jaka forma jest poprawna, spotykam się z obiema... jest na sali jakiś Profesor Miodek czy inny specjalista od lingwistyki? ;) niech się wypowie! ), szczególnie Ci mieszkający w pobliżu wschodniej granicy, często udają się na zakupy do Szwecji, przez wzgląd na korzystną różnicę cenową. Szwedzi (no! i tu forma odmiany gramatycznej jest oczywista :D) mają zdecydowanie lepsze ceny alkoholu, papierosów, mięsa, słodyczy i wielu innych artykułów spożywczych. Z niektórych norweskich miast są organizowane nawet darmowe busy do szwedzkich centrów handlowych, dowożących spragnionych niższych cen Norwegów prosto do zakupowego raju.



Norwegowie najczęściej jeżdżą na zakupy do Szwecji w weekendy i w święta wolne od pracy, które w Szwecji z kolei są normalnymi dniami roboczymi. Temat "handletur til Sverige" (wycieczek na zakupy do Szwecji) jest często podejmowanym tematem w prasie czy produkcjach telewizyjnych. Tak jak na przykład w jednym z  odcinków moim ulubionym serialu "Side om side" - gdzie nie wszyscy do tych wyjazdów przyznają się publicznie, ale i tak większość to robi ;) Z Bergen do najbliższego szwedzkiego miasta na zakupy musielibyśmy pewnie pokonać jakieś 500 km lub więcej, co raczej nie jest zbyt ekonomicznym pomysłem na oszczędzenie na zakupach ;) ale Polacy mieszkający bliżej szwedzkiej granicy również chwalą sobie takie zakupy - ze względu na większą dostępność polskich produktów na półkach  - również wędlin :)


# WODA Z KRANU

Jest krystalicznie czysta, pyszna i nadaje się od razu do picia. Większość Norwegów do posiłków pija właśnie wodę, a w restauracjach podaje się ją w specjalnych karafkach, uzupełniając je prosto z kranu. Zawsze możemy gdzieś poprosić by napełniono nam butelkę kranową wodą za darmo. Pewnie dlatego mało kto kupuje w sklepach wodę butelkowaną - nie ma to żadnego sensu skoro w kranie mamy równie dobrą, jest nie lepszą! Z wody nie osadza się żaden kamień, np. na czajniku, pralce czy zmywarce. Co jeszcze ciekawe a dotyczy się wody z kranu - odkręcając kurek z gorącą wodą trzeba liczyć się z tym że leci z niej niemalże wrzątek! Niemalże - herbaty raczej zaparzyć się nie da ;) choć w ostatnim z odcinków popularnego norweskiego serialu SKAM (polecam przy okazji:) ) jeden z bohaterów tak "zaparzył" koleżance torebkę zielonej herbaty, tłumacząc się, że czajnika nie posiada :D



# PÅ GJENSYN W AUTOBUSACH

Gdy zaczynałam uczyć się języka, jednym z pierwszych zwrotów, jakich się nauczyłam, było właśnie "på gjensyn", czyli do widzenia. Tak podawał audio kurs podstawowy wydawnictw Edgar. Gdy przyjechałam do Norwegii, okazało się, że nikt tak nie mówi, wszyscy używają zwrotu "vi sees" albo "ha det", a wspomniane "på gjensyn" zobaczyć już można tylko na wyświetlaczu w niektórych autobusach. Zapala się ono na czerwono gdy naciśniesz guzik stop sygnalizując chęć opuszczenia pojazdu na najbliższym przystanku. W sumie to bardzo miłe gdy autobus "mówi nam" do widzenia ;) Gwoli wyjaśnienia - wszystkie przystanki autobusowe w Bergen są na żądanie, gdy nie naciśniesz guzika stop w autobusie gdy chcesz wysiąść lub gdy na przystanku nie stoi osoba i macha ręką na autobus, kierowca się nie zatrzyma na danym przystanku.

# PÅ W GODZINIE

Pisałam wyżej o "på gjensyn" i przypomniała mi się ciekawostka językowa, która od początku sprawia mi sporo problemów i wprowadza czasem trochę zamieszania. Możliwe że kiedyś już na blogu o tym pisałam, ale nie jestem pewna - wybaczcie jeśli się powtarzam ;) Mianowicie - norweskie słówko "på" wymawiamy jak nasze "po", i używamy je np. przy podawaniu godziny. Żeby nie było jednak zbyt prosto i tak jak po polsku, "på" w tym wypadku oznacza ile minut do jakiejś godziny brakuje. Na przykłąd chcemy powiedzieć że jest za siedem minut piąta, więc mówimy "syv på fem", choć w moim polskim umyśle tak naprawdę wydaje mi się, że mówię że jest siedem po piątej. Zakręcone :) Dlatego podając godzinę albo umawiając się na jakąś godzinę muszę zastanowić się dwa razy.

# TØRKETROMMEL

Cóż to jest za cudowne urządzenie, a jakie w Norwegii - a w Bergen szczególnie - potrzebne! Pranie musi robić każdy i pranie można zrobić wszędzie, czy ręcznie czy w pralce. To już dawno nie są czasy gdy automatyczna pralka w mieszkaniu czy domu to objaw luksusu czy wyższej pozycji społecznej. Ale jak tu pranie wysuszyć w deszczowym mieście, na ograniczonym metrażu mieszkania? Na naszym pierwszym wynajmowanym mieszkaniu ledwie było miejsce dla nas, co dopiero na suszarkę na pranie :D Odpowiedzią jak wysuszyć ubrania jest właśnie tørketrommel, urządzenie gabarytowo i wyglądem przypominająca pralkę, ale służące do szybkiego suszenia ubrań. Większość norweskich domów i mieszkań jest w nie wyposażona.


Nigdy wcześniej się z tym urządzeniem nie spotkałam, stąd ten mój zachwyt nad zwykłą suszarką bębnową... Obecnie suszę ubrania i tak na zwykłej suszarce w mieszkaniu lub na balkonie, ale w sytuacjach awaryjnych korzystam ze wspólnej pralni w bloku, gdzie znajdują się dwa tørketrommel. Godzinka lub mniej (w zależności od tego jak bardzo załadujemy bęben) i pranie jest suchutkie :)

A może Wy znacie jeszcze jakieś ciekawe fakty z którymi chcielibyście się podzielić? A może o czymś szczególnie chcielibyście przeczytać? A może po prostu też podzielacie mój zachwyt tørketrommelerem? :P dajcie znać w komentarzu! :)

Pozdrawiam,
Ania

2 komentarze:

  1. W domu rodziny goszczacej był mały kranik z wrzątkiem do herbaty (dlatego nie mieli czajnika) więc mi ten odcinek SKAM wydał się dosyć logiczny :D dopiero Ørjan mi powiedział "Halo, nie wszyscy tu w Norwegii mają takie luksusy jakie były u tej Twojej rodziny goszczacej. Normalni ludzie mają czajniki" :D o, mieli też suszarkę bębnową której nie lubiłam, bo strasznie niszczyła ubrania i kolory blakły nawet na najniższym cieple :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyobraźcie sobie, że w Polsce ludzie nie wiedzą co to jest suszarka bębnowa, albo uważają że takie rzeczy są tylko tworzone do przemysłowych pralni! Ja używam tego urządzenia od lat, tu w Norwegii oczywiście też. Jak pracowałam w Niemczech to w większości domów też to był standard - tylko że .... już 30 lat temu. Przeciętny Niemiec ma już trzecią albo czwartą suszarkę w domu. W Polsce kupowałam moją ostatnią suszarkę bębnową za 950 zł. To na prawdę nie jest takie drogie ;)

    OdpowiedzUsuń