środa, 1 marca 2017

Praca jako VIKAR. O co w tym chodzi?


Zapewne tym z Was, którzy w Norwegii nigdy nie byli i nie mieli okazji tu pracować, słowo "vikar" z niczym się nie kojarzy. Ja też nie wiedziałam co ono oznacza, do czasu aż 2 lata temu aktywnie zaczęłam poszukiwać pracy w Bergen i okolicach, i okazało się, że dostępne oferty pracy często wiążą się z takim typem zatrudnienia. A oferty pracy, którą ma szansę dostać kobieta imigrantka - jeszcze częściej.

Określenie "vikar" ciężko przełożyć na jedno, konkretne polskie słowo. Osoba pracująca jako vikar to ktoś, kto przychodzi do pracy na zastępstwo za osobę zatrudnioną na stałe, a która w pracy jest nieobecna.
Może to być dłuższa nieobecność, np. Gdy kobieta jest w trakcie urlopu macierzyńskiego, jej firma zatrudnia vikara na jej miejsce na czas jej nieobecności. Lub w okresie urlopowym, gdy stała załoga wyjeżdża na ferie, konieczna staje się pomoc vikara w firmie, żeby było komu pracować ;) Mogą to być także pojedyncze dni, gdy pracownik nagle zachoruje i trzeba go kimś zastąpić. Wtedy firma również może liczyć na pomoc vikara. Vikar to też ktoś, kto nie pracuje na 100% etatu, tylko jako pomoc, osoba dodatkowa (np. w razie gdy firma ma okres wzmożonych zamówień), wzywana do pracy w razie potrzeby.

Niektóre firmy mają swoich vikarów, którzy mają określony procentowy etat w danej firmie. Inne mają swoich "ringevikarów" albo "tilkallingvikarów" do których mogą zadzwonić w razie potrzeby, nawet rano tego samego dnia, i wezwać do pracy. Wtedy to już zapis w umowie  określa, czy taki vikar ma możliwość odmówić pracy czy musi być dostępny/ dyspozycyjny. Niektóre firmy zaś w sytuacjach, gdy nagle potrzebują rąk do pracy, korzystają z usług agencji pośredniczących, które mają swoją bazę vikarów, których do tych firm wynajmują.
Co to oznacza dla takich vikarów zatrudnionych przez agencje? Często są oni wynajmowani do różnych firm, w zależności od potrzeb.  Zdarzają się dłuższe zlecenia w jednej firmie, ale może też okazać się, że codziennie pracuje się w innym miejscu ! Bycie vikarem wymaga elastycznego podejścia zarówno do czasu jak, miejsca pracy, a także i stawki godzinowej.

Taki system zastępstw i umowy o pracę na zasadzie vikariatu są w Norwegii bardzo rozpowszechnione. Myślę, że warunkuje to wiele czynników. Jednym z nich jest egenmelding (o którym pisałam tutaj), czyli możliwość wzięcia nagłego chorobowego na 3 dni, 4 razy w roku, bez poświadczenia lekarskiego. Często zdarza się, że pracownik dzwoni rano do firmy i mówi, że nie będzie go w pracy. Są stanowiska i zawody, gdy nieobecność w pracy jednej osoby nie jest żadną katastrofą, np. gdy praca tej osoby wiąże się z praca twórczą, projektami, wtedy swoje obowiązki może wykonać w inny dzień, po powrocie do pracy. Albo gdy inni pracownicy mogą rozdzielić między siebie zadania osoby nieobecnej i i tak praca zostanie wykonana według planu. Co jednak gdy nie przyjdzie do restauracji jedyny kucharz lub zachoruje osoba obsługująca samodzielnie firmową kantynę? Albo nie przyjdzie sprzątaczka do przedszkola, szkoły, szpitala czy dużej firmy? Wtedy konieczne staje się wypełnienie luki po nieobecnym inną osobą.

Taka praca, jak wszystko, ma wiele swoich plusów i minusów. Tak się składa, że od początków mojej pracy w Norwegii byłam i jestem vikarem w różnych firmach, na różnych zasadach, umowach a nawet stanowiskach :D więc wiele o plusach i minusach takiej formy zatrudnienia mogę opowiedzieć. Więc zaczynam ! :)

PLUSY:

Możliwość poznania różnych ludzi, różnych firm, różnych zadań i sposobów ich wykonywania.
Mnogość nabieranych doświadczeń i możliwość wpisania w CV różnych firm.
Elastyczny czas pracy. Kiedy nie możesz po prostu nie przyjmujesz zleceń.
Gdy jesteś w danym miejscu pierwszy raz masz prawo do pomyłek, pytań, wątpliwości.
Możliwość sprawdzenia się w sytuacjach stresowych. W końcu bardzo często masz "swój pierwszy dzień w pracy" ;)
Nauka języka norweskiego i szkolenie opowiadania o sobie - w końcu bardzo często się przedstawiasz i poznajesz nowe osoby ;) ["small talk" opanowany mam do perfekcji! :D]
Każdy się cieszy, że przyjechałeś do pracy na wezwanie i im pomagasz i wykonujesz obowiązki osoby nieobecnej. Wszyscy są dla Ciebie mili i pomocni.
Kiedy chcesz możesz wziąć urlop i wyjechać, np. do Polski. Nie ogranicza Cię liczba dni urlopowych.
Zawsze w jakiejś firmie mogą Cię zostawić na dłużej i możesz dostać tam lepszą umowę, z gwarantowaną liczbą godzin ;) [warto wspomnieć że wiele firm tak właśnie pozyskuje nowych pracowników - najpierw zatrudniając ich jako vikara, ma szansę ich sprawdzić, przeszkolić i ocenić, zanim przyjmą ich na stałe]
Jeśli coś czy ktoś w pracy Cię strasznie denerwuje, to wiesz, że jest to tymczasowa sytuacja i możesz z tej pracy w każdej chwili zrezygnować lub więcej nie przyjmować tam zleceń i na drugi dzień pracować już gdzie indziej ;)
Mimo tego, że nie masz umowy na stałe i stałych godzin to zarabiasz - odprowadzasz więc podatki, jesteś ubezpieczony, odkładają Ci się pieniądze na emeryturę, wakacje, w razie braku zleceń wyrabiasz kwotę brutto potrzebną do otrzymania zasiłku dla bezrobotnych czy urlopu macierzyńskiego- należą Ci się świadczenia, mimo że pracujesz na takiej polskiej "umowie śmieciowej".

Oczywiście nie jest tak, że bycie vikarem jest takie cudowne. Praca na takiej zasadzie ma całe mnóstwo minusów.

MINUSY:

Stres. Nigdy nie wiesz, w jakie miejsce trafisz, z jakimi ludźmi przyjdzie Ci pracować, i jakie obowiązki wykonywać. Często otrzymasz wytyczne i będzie osoba, która będzie Cię nadzorować i służyć pomocą - ale czasem trafisz na zlecenie, gdy musisz poradzić sobie całkiem sam. W nowym miejscu. Bez pomocy.
Nigdy nie wiesz ile tak naprawdę godzin w miesiącu wypracujesz. Nikt nie gwarantuje Ci stałej liczby godzin. Możesz wypracować grubo ponad 150 w lepszym miesiącu, ale też możesz nie przekroczyć 40 godzin miesięcznie. Lub siedzieć cały miesiąc bez zleceń. Kiepsko gdy trzeba opłacić rachunki i mieszkanie. Dlatego będąc vikarem, na zasadzie ringevikarów, ciężko się utrzymać samemu.
I to oczekiwanie na telefon. Będzie praca czy jej nie będzie? Nieraz wiesz dzień wcześniej, ale często telefon zrywa Cię rano z łóżka i nagle musisz pędzić do pracy så snart som mulig. (tak szybko jak to możliwe). Tak więc nie bardzo można porobić sobie plany i być przekonanym, że ma się wolny dzień (no chyba że się określisz, że dziś zleceń nie bierzesz. Ale jak chcesz pracować to czekasz...)
Trzeba mieć dobrą orientację w terenie, w mieście, rozkładzie autobusów, by szybko dostać się w dane, nowe miejsce pracy. Często wiąże się to z błądzeniem i szukaniem firm i odpowiedniego budynku.
Nie masz swojego miejsca, więc omijają Cię takie rzeczy jak własna szafka w pracy, kubek na kawę czy własna karta dostępu do firmy. Zawsze kogoś się trzeba o coś prosić i o wszystko pytać.
Nie zna się rutyny w danym miejscu pracy, więc łatwo popełnić błąd.
Trzeba często przedstawiać się komuś nowemu. Znajomości są powierzchowne, przeprowadzasz ciągle te same rozmowy - tylko z innymi ludźmi. Rzadko kiedy nawiązujesz bliższe więzi z współpracownikami, bo oni wiedzą, że jesteś tylko na chwilę. Więc albo są dla Ciebie tylko powierzchownie mili, albo w ogóle Cię ignorują, traktują tylko jako kogoś, kto przyszedł zrobić robotę, i za chwilę sobie pójdzie.
No właśnie - i najczęściej jest to najczarniejsza robota i najgorsze obowiązki, które przypadają Ci w udziale jako vikarowi.
Pracując w różnych miejscach masz ograniczone możliwości wykazania się.

I można by tak wymieniać i wymieniać...

Jak to wygląda z mojej strony?

Na początku mojej drogi tutaj pracowałam w jednej firmie, która gwarantowała mi codzienną pracę w dwóch miejscach - szkolnej kantynie i przedszkolu. Czasem miałam mniej lub więcej godzin, ale to były tylko te 2 miejsca pracy, które znałam, i ci sami ludzie, z którymi pracowałam. Oprócz tego przyjmowałam czasem zlecenia jako vikar na kasie w sklepie w weekendy (w różnych sklepach tej samej sieci) lub jako asystent przedszkolny (co mi nie wychodziło ;) - pisałam o tym tutaj). Ta firma niestety przestała istnieć, i od tej pory pracuję w innej, agencyjnej, na zasadzie ringevikariatu, oraz drugiej, gdzie jestem vikarem na 10% etatu. Także mam porównanie jak to tu wygląda na różnych rodzajach umów. I myślę, że lepiej jest pracować w jednym/dwóch stałych miejscach, i do tego znów będę dążyć. Ale póki co odpowiada mi elastyczność czasu pracy i dni urlopowych ze względu na ilość spraw, które mam w tym roku do załatwienia w kraju ;) no i inne plusy, o których pisałam, nie są bez znaczenia.

Co mi dała praca jako vikar?

Różnorodne doświadczenie, szkolenie języka norweskiego i dobrą znajomość topografii Bergen i okolic. I kilka osób które poznałam i lubię utrzymywać z nimi kontakt :)

A Wy macie jakieś doświadczenia w pracy jako vikar? Co o tym sądzicie, chcielibyście tak pracować? Bardziej przemawiają do Was plusy czy minusy? A może dodalibyście coś do mojej listy? Piszcie w komentarzach :)

Pozdrawiam
Ania

5 komentarzy:

  1. Fajnie napisane, pozdrawiam, Łukasz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, fajny wpis. ja też pracuję jako vikar - barnehageassistent. Jest różnie z tymi zleceniami. Wydaje mi się, że to tak jest na początku, a potem dostaniemy jakieś stałe prace. W końcu nas gdzieś docenią i dadzą szansę. Uważam, że jest jeszcze jeden poważny minus - jeśli kobieta chce starać się o foreldrepenger. Musisz mieć przepracowane 6 z 10 ostatnich miesięcy, wypracowaną pewną kwotę co miesiąc i nie możesz mieć przerw dłuższych niż 2 tygodnie - bo jak masz, to jakoś to tak jest, że ten miesiąc Ci się nie liczy. I teraz pytanie: uda się albo nie? Ja bym się całą ciążę denerwowała. A jeszcze jedno: firmy pośredniczące kontaktują się z klientem i pytają, czy jest zadowolony z pracownika. Jeśli pracownica jest w ciąży, klient może jej nie zechcieć następnym razem jak zobaczy, że ona ma duży brzuch i szybko się męczy. I nie będzie zleceń. Wiele młodych Norweżek pisze o tym na forach internetowych.

    OdpowiedzUsuń
  3. ahh, mi jedna praca teraz nie wypaliła, właśnie mi przypomniałaś co miałam zrobić w takim przypadku- skontaktować się z agencjami w Oslo! Teraz znam plusy i minusy i jak dla mnie to te plusy są ważniejsze:) moja koleżanka pracuje jako vikar w kantynie i jest ciągle w tym samym miejscu i bardzo sobie chwali więc można trafić raz i dobrze a można i latać z miejsca do miejsca ale w Norwegii najważniejsze to po prostu mieć pracę:)
    jutro rozsyłam cv:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki - daj znać co ztego wyszło ! :)

      Usuń
  4. Fajnie się czytało post. Przez rok pracowałam właśnie jako Vikar. Jak piszesz są plusy i minusy.

    OdpowiedzUsuń