piątek, 19 lutego 2016

Język norweski jest jeden, ale... nie jest. O nynorsku, bokmålu i dialektach (szczególnie bergeńskim)!


Wcześniej pisałam, że już w Polsce, jakieś pół roku przed wyjazdem, zaczęłam uczyć się języka. W mojej ocenie szło mi całkiem nieźle, dosyć szybko przyswajałam norweskie słówka i zasady gramatyczne (skądinąd niezbyt skomplikowane), rozumiałam słuchanki i czytanki w kursach audio, sądziłam więc, że mam całkiem solidną bazę by "jako-tako" komunikować się po norwesku. W naiwności swojej nie wzięłam pod uwagę najważniejszej prawdy przy nauce obcego języka -   prawdziwa nauka języka zaczyna się pośród tych, którzy go używają.
A nawet najlepszy, wyraźnie i powoli mówiący lektor na najdroższym kursie audio nie pomogą Ci zrozumieć najprostszych zdań wypowiadanych przez tubylców. A rodowitych Bergeńczyków zwłaszcza.


Gdy zaczynałam się uczyć norweskiego, miałam jakieś mgliste pojęcie o tym, że jest jakiś konflikt językowy w Norwegii i że są dwa standardy języka pisanego, czyli BOKMÅL i NYNORSK. Ich istnienie wiąże się z zawiłościami historycznymi, w które nie do końca mam ochotę się wgłębiać :P niech wystarczy to, że od wieku XVI do 1814 roku terytorium Norwegii znajdowało się pod panowaniem Danii a językiem urzędowym był duński. W konsekwencji język norweski nie rozwijał się skoordynowanie, i był przedmiotem walki różnych grup społecznych, które domagały się wpływów własnych dialektów i odmian języka. W 1814 roku unia z Danią się rozpadła, a język duńsko-norweski pozostał oficjalnym językiem kraju i stopniowo, stopniowo ewoluował w kierunku niezależnego języka norweskiego. Początkowo nazywał się on riksmål, a od 1929 roku zmieniono nazwę na bokmål. W tym samym czasie tworzyła się druga odmiana języka, oparta głównie na dialektach wiejskich, zwana nynorsk. W znaczny sposób języki te różniły sią wymową, pisownią i ortografią. Wiele mądrych norweskich głów radziło nad tym, jak połączyć te dwie norweskie odmiany języka i stworzyć jeden (by żyło się lepiej wszystkim!), ale najwidoczniej mieli z tym niezłą zagwozdkę, gdyż ich próby spełzły na niczym i ostatecznie w 2002 roku dali sobie z nimi spokój. Dlatego też oficjalnie istnieją dwa standardy norweskiego języka pisanego. W szkołach dzieci uczą się obu odmian a oficjalne strony internetowe rządowe, witryny policji, urzędu podatkowego i wiele innych, mają dwie wersje językowe (hmmm, w zasadzie więcej. jest też angielski i język Samów (Lapończyków), ale o tym kiedy indziej :-) )

Dla osób, dla których język norweski nie jest językiem ojczystym jest to spory problem. Kursy językowe, książki i materiały do nauki co prawda wspominają o tych dwóch standardach, ale oficjalną wersją, którą się naucza, jest bokmål. I tak, jest to rzeczywiście bardziej sensowne (szczególnie kiedy chcesz wyjechać do Oslo) bo jest on powszechniejszy i (moim zdaniem) łatwiejszy, ale... mimo wszystko, chcąc mieszkać w Norwegii, masz styczność z różnymi osobami, instytucjami i różnymi sposobami zapisu i wymowy. Dlatego wszelkie kursy, które przerobiłam sobie w Polsce okazały się niewystarczające, by porozumiewać się z Norwegami. A Bergeńczykami to już w ogóle.

Wspominałam wcześniej o dialektach, które miały wpływ na kształtowanie się języka norweskiego? No właśnie. Wiedziałam co to są dialekty, w końcu w Polsce też sporo ich występuje. Mamy przecież dialekt śląski, kaszubski, małopolski, mazowiecki, górale w ogóle mają swoja gwarę, ale przecież to nadal jest jeden i ten sam język polski! a z każdym Polakiem idzie się dogadać, a drobne różnice występujące w niektórych wyrazach nie są na tyle znaczące byśmy się wzajemnie nie rozumieli. Niestety, tu jest Norwegia i wszystko stoi na głowie :) a dialekty i sposób mówienia różni się w zasadzie od osoby do osoby. Czasem mam wrażenie, że nie ma jednego istniejącego sposobu komunikowania się w języku norweskim :P potwierdzeniem może być fakt, że często sami Norwedzy się nie rozumieją i jedną z częściej wypowiadanych fraz jest "HVA SA DU?" (Czyli co powiedziałeś? w domyśle - powtórz jeszcze raz wolniej albo użyj innych słów bo nie mam pojęcia o co ci chodzi :P).

*Ciekawostka - po nauce w Polsce wypowiedziałabym to (zapis fonetyczny) "wa sa du?". W Bergen mówią "ka sa du?" a zapisują "Kva sa du? ... i powiedzcie mi czy ma to jakiś sens ;-)

Dopiero po przeprowadzce do Bergen i pierwszych dniach pobytu, gdy usłyszałam język norweski na ulicach, w autobusach, sklepach - stwierdziłam, że coś jest nie tak. Nawet nie chodziło o to, że nie rozumiem całych zdań i nie wyłapuje żadnego sensu w wypowiedziach - na to byłam przygotowana. Ale myślałam że będę rozróżniać pojedyncze słowa, że będę zauważać kiedy w wypowiedzi kończy się jedno słowo a zaczyna drugie, będę słyszeć choćby zaimki osobowe "ja", "ty" żeby wiedzieć do kogo i o kim ta osoba mówi... albo chociaż że rozpoznam w tym słowotoku wydobywającym się z ich ust choć cień znanego mi z kursów języka norweskiego. Kurczę, przecież przerobiłam tyle książek, materiałów, a ci Norwedzy z którymi miałam styczność to równie dobrze mogli by mówić po chińsku - nie robiło by mi to wtedy, rok temu, żadnej różnicy. Rozumiałabym dokładnie to samo, czyli NIC. Zadałam więc sobie pytanie co jest nie tak, o co w ogóle chodzi, może w Chinach też mają jakieś Bergen, a ja po prostu wsiadłam do złego samolotu? Niech mnie ktoś zabierze do Bergen w którym mówi się po norwesku, ale już!!!


Z odpowiedzią jak zwykle przyszedł wujek GOOGLE. Halo Anno, nie wiem czy wiesz, ale bergeński dialekt to jeden z najbardziej przerąbanych norweskich dialektów, a cała reszta Norwegii często żartuje, że "bergeński" norweski to nie norweski. Ohhh, naprawdę? Tak się cieszę że poświęciłam tyle czasu na naukę czystego bokmåla, którym posługują się chyba tylko w Oslo, żeby wylądować w Bergen !

<ściana>
taaak, nawet Toma Cruisa bawi że ktoś uczył się języka w Oslo a potem przeprowadził się do Bergen. Wszystkim życzy powodzenia z językiem. (na pewno się przyda :) )


Żeby uświadomić Wam jak bardzo bergeński dialekt jest odjechany, polecam obejrzeć filmik poniżej.

* kilka słów objaśnienia. Gość mówi zdanie po norwesku w"wersji Bergen", a  dziewczyna mówi to samo zdanie  w "wersji Oslo". Całe zdanie pod koniec tłumaczone jest przez blondynkę, Kari, na angielski. Oprócz tego na dole pojawia się zapis wypowiadanych zdań.



O norweskich dialektach można by napisać wiele. Dla mnie liczyło się tylko to, że bardzo utrudniają one praktyczną naukę języka i komunikację z ludźmi. Ale z tym nie dało się już nic zrobić - tylko z tym pogodzić :)

Komentarzem na temat norweskich dialektów rozbawił mnie Stig, Norweg, z którym kiedyś miałam okazję pracować. Sklep, wieczór, siedzimy na kasach, sklep powoli pustoszeje więc jest chwila na pogawędkę. Stig pochodzi z wyspy jakieś 70 km od Bergen (której nazwy nie pamiętam) i mówi tamtejszym dialektem. Widzi, że mówiąc do mnie szybko wywołuje panikę na mojej twarzy, bo go nie rozumiem, zwalnia więc, starając się mówić książkowym norweskim. Pyta mnie,co sądzę o dialektach, o "języku bergeńskim" i który wg mnie norweski dialekt uważam za najtrudniejszy. Ponieważ wszystkich dialektów nie słyszałam więc na 100% nie mogę powiedzieć ze właśnie bergeński to porażka (choć takie mam subiektywne odczucie), bądź co bądź nie chcę go obrazić ( w końcu obecnie mieszka w Bergen) chwilę zastanawiam się więc nad odpowiedzią, nie wiedząc jak wybrnąć. On widząc moje zmieszanie mówi "Ikke bekymre deg, det er det samme shit!" (w wolnym tłumaczeniu : nie przejmuj się, wszystkie to jest to samo gówno!). Skoro więc rodowity Norweg wyraził tak niewybredną opinię na temat dialektów, ja nie miałam nic więcej do dodania ;)

Choć początkowo dialekty i język norweski sprawiają, że nic nie rozumiem i kiełkuje w głowie myśl o przeprowadzce do miejsca gdzie gadają w jakimś normalniejszym norweskim, postanawiam się nie poddawać. W końcu w pewien sposób jest to fascynujące, że jest tyle różnych dialektów tego samego języka, a odkrywanie tych różnic jest naprawdę interesującą przygodą. Poza tym w Bergen jest tylu nas, Polaków i innych imigrantów, ludzi wszelakich narodowości i ras, jakoś tu żyją, mieszkają, pracują, rozmawiają z Bergeńczykami i ich rozumieją więc wszystkiego da się nauczyć, można nawet zrozumieć bergeński! Wystarczy tylko chcieć, to tylko kwestia osłuchania i czasu. Wystarczy zacząć słuchać, słuchać, i jeszcze raz słuchać uważnie - jak oni mówią, intonują wyrazy, wymawiają "r" i próbować z nimi rozmawiać.
Szukam więc miejsc, gdzie mogę to robić, ale o tym opowiem już w następnym poście :)

Pozdrawiam, Ania

3 komentarze:

  1. Witaj Aniu, wszystko dopiero przed Toba. Kazdy z nas mial podobne doswiadczenia. Ja po latach wynajmu, kiedy wreszcie kupilismy swoj wymarzony dom odlegly od miasteczka w ktorym dotychczas mieszkalismy tylko o 15 km , myslalam, ze mowie dobrzepo norwesku. Pierwszego dnia przeprowadzki mielismy jasna rzecz pusta lodowke. Mowie do meza-ide do Jokera( 200m od domu )po zakupy. Bardzo chcialam wtedy zaistniec i byc zapamietana , ze jestem tu nowa no i juz na zawsze. Jakiez bylo moje zdziwienie, gdy probowalam zagadac przy kasie z bananem na twarzy , ze nic ale to nic nie rozumiem poza hadet bra . WFC ??? A pani kasjerka mowila w nieznanym mi dialekcie. Jak sie polatach okazalo, pani dorastala w Bergen , potem przeprowadzila sie tutaj i zmieszala oba dialekty w jeden. Teraz po latach smieje sie z tego, ale moje poczatki tez byly dziwne. Pozdarwiam Ania z Hallingdal

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj (też) Aniu :) haha, dokładnie, to w dialektach jest jeszcze najpiękniejsze, że mają na nie też wpływ przeprowadzki i ludzie z którymi się stykamy i rozmawiamy na codzień, i każdy dialekt z może ewoluować z czasem w zupełnie inny, a nawet każdy może mieć swój odrębny dialekt :) Norwegowie są już do tego tak przyzwyczajeni że nawet jak my, europejscy imigranci, mówimy po norwesku, mogą podejrzewać że jesteśmy też Norwegami - tylko mówimy w dialekcie którego jeszcze nie znają :P
      Pozdrawiam serdecznie!:)

      Usuń
  2. A ja Wam powiem, czego nauczył mnie mój nauczyciel norweskiego. Powiedział, że w Norwegii ludzie uważają, że każdy ma prawo mówić tak, jak chce. Jest to niezbywalne prawo i trzeba je szanować. Dlatego ja nie stresowałam się dialektem Bergen, uznałam, że mam prawo mówić po oślańsku ;) Prawda jest taka, że jak ktoś chce, żebym go zrozumiała, zawsze przejdzie na książkową odmianę, lub powtórzy zdanie jeszcze raz, powie inaczej. Kiedy mówię bergeńczykom, że mówię dialektem zachodniego Oslo, ale w Oslo nigdy nie byłam, mają niezły ubaw z tego. Wszyscy się śmiejemy.

    OdpowiedzUsuń