piątek, 8 grudnia 2017

# TAKA SYTUACJA. Dar Polaka - miska cebuli.


Zdarzenie miało miejsce kilka miesięcy temu, już wtedy wiedziałam że idealnie nadaje się do opisania na blogu jako #taka sytuacja, ale zawsze brakowało mi czasu by ją opisać. Ale w końcu musiałam się za to zabrać, i tak boję się, że pamięć nadszarpnięta zębem czasu już trochę zmodyfikowała to wydarzenie ;) Dziś będzie o pracy i cebuli.

Rzecz dzieje się w pracy, w mojej ulubionej kantynie. Sezon urlopowy, pracuję tam codziennie, a razem ze mną inna Polka na zastępstwo - Magda. Obie jesteśmy zajęte na kuchni, Magda kroi jakieś warzywa na sałatkę (najprawdopodobniej, tu pamięć niestety mnie zawodzi), ale na pewno wiem co kroję ja - ja kroję cebulę. Takie polecenie chwilę wcześniej dostałam od szefowej, nie pamiętam dokładnie na co była potrzebna, ale wiem że miałam nią napełnić całą miskę. Więc kroję, napełniam, (szczęśliwie nie płaczę przy krojeniu - co często mi się zdarza, ale nie tym razem) - a przy tym rozmawiamy sobie z Magdą, zapewne na tematy raczej luźno związane z pracą. I wtedy przychodzi ona - klientka - a jako że Magda stoi bliżej kasy, początkowo nie zwracam uwagi na to, co mówi Norweżka. Gdy jednak widzę konsternację na twarzy Magdy, nasłuchuję czego klientka oczekuje i słyszę "Kan jeg få skål med lokk?" ("Czy mogę dostać miskę z pokrywką?" - chodzi o takie plastikowe miseczki na sałatkę z pokrywką do samodzielnego napełnienia przy barze sałatkowym - przechowujemy je na kuchni bo rzadko się zdarza że ktoś bierze sałatkę na wynos, a jeśli ma taką ochotę, musi nas o taką miseczkę poprosić).

I tu zaczyna się zabawnie. Lokk to pokrywka, przykrywka, a cebula którą właśnie kroję to...løk. Zapewne norweskie ucho wyłapuje fonetyczną różnicę w wymowie, ja - niekoniecznie. Dla mnie te dwa słowa brzmią identycznie. Poza tym, częściej w kantynie kroję cebulę niż słyszę prośbę o miseczkę z pokrywką. Moje polskie ucho słyszy po prostu "lok" i przed oczami staje mi dorodna, złota cebula. A że usłyszałam tę prośbę w trakcie krojenia cebuli i napełniania nią miski, o którą przecież babka prosi, no przecież mówi skål med løk, czyż nie? To ochoczo wzięłam w dłonie michę cebuli, która stała przede mną i podchodzą do babki i jej podaję. Myśl na co jej tyle cebuli nawet nie przeszła mi przez głowę, chciałam mieć ją z głowy bo dopytuje się o tę cebulę i dopytuje. Dopiero jej pełna niedowierzania mina i rozbawienie gdy tłumaczy, że chodzi jej o plastikową miseczkę na sałatkę z pokrywką uświadamia mi językową wpadkę. W końcu klientka dostaje to co chciała, zadowolona odchodzi do baru sałatkowego a ja... w końcu płaczę przy cebuli. Ze śmiechu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz